Co mówią o Warsztatach?

Łukasz

Nocną Sowę wygooglowała znajoma i ona pierwsza poszła na “przeszpiegi” żeby sprawdzić, czy warto. :) To był piękny kwiecień 2014 roku, pąki na drzewach i wiosna budząca naturę do życia. Opinie znajomej były doskonałe, więc niezwłocznie zapisałem się na kurs… to była zima, styczeń 2015. :) Cóż, może to był strach, może zbyt duży natłok pracy, pewnie w sporej mierze lenistwo.

Po pierwszym kursie byłem zachwycony. Zrozumiałem zasady gramatyki, poprawnej wymowy, podstawowe zwroty plus wybiłem sobie z głowy wszelkie chałupniczo nabyte błędy językowe. Automatycznie zapisałem się na kolejny poziom. Zgłębiając wiedzę uświadamiałem sobie, jak mało czasu poza lekcjami poświęcam na norweski, że jednak trzeba zgodnie z zaleceniami Marty i Marcina systematycznie przysiadać w domu do języka i robić sobie powtórki.

Po drugim kursie z mocnym postanowieniem nauki przynajmniej raz w tygodniu i na początku nawet mi szło, później starałem się bardziej praktycznie używać języka w kontaktach z osobami, które znałem, w sklepach, w rozmowach telefonicznych z natrętnymi sprzedawcami wszelakich usług.

Ucząc się norweskiego w praktycznym jego używaniu dopiero rok później wróciłem do tematu. Powrotowi towarzyszyły olbrzymie obawy, że będę najsłabszym ogniwem w grupie i tylko się ośmieszę. Moje wątpliwości starała się rozwiać Marta, tłumacząc, że mój stopień znajomości norweskiego jest idealny na kolejny poziom – miała rację! Zapisałem się i… okazało się, że jednak coś z tego norweskiego mi w głowie zostało, że jednak całkiem dobrze potrafię się dogadać.

Równolegle do kursu zapisałem się na Treningi Wymowy. Rozumienie było od początku moją piętą achillesową i nad tym chciałem najbardziej popracować. W trakcie warsztatów bardzo łatwo wychwycić, z czym ma się największy problem i jak go naprawić. Próbowanie tego samego w domu nie daje takiego rezultatu – nie ma kto poprawić, zrozumieć, wytłumaczyć.

Po paru latach mieszkania w Norwegii to aż wstyd aby nie mówić po norwesku. Byłbym daleko w lesie gdyby nie Nocna Sowa. Na intensywną naukę norweskiego poświęciłem te 3 kursowe miesiące i potrafię się dogadać. Kurs na początku wydawał mi się krótki, ale po efektach widzę, że był to optymalny i dobrze zainwestowany czas. Dostałem zastrzyk wiedzy i wskazówki, co robić dalej aby doskonalić znajomość języka. Z ręką na sercu mogę polecić Martę i Marcina wszystkim, którzy chcą nauczyć się norweskiego. Jeśli poza kursem będziecie szlifować język i robić zadane ćwiczenia dodatkowe, to szybko zaczniecie komunikować się płynnie.

Anatomia norweskiego, okładka

Podręcznik do samodzielnej nauki gramatyki

Dowiedz się więcej